Wrześniowa wizyta Leona XIV we Francji zdumiała wielu obserwatorów. Spotkania z papieżem zgromadziły więcej wiernych, niż te, które odbyły się w czasie wizyty we Francji jego poprzednika, Benedykta XVI w 2008 r. W czasie spotkań z Leonem XIV potwierdziło się to, co przez ostatnie dekady zauważają obserwatorzy społeczeństwa francuskiego. Można odnieść wrażenie, że istnieją dwie diametralnie różniące się od siebie Francje. Jedna to ta, która tak rygorystycznie przestrzega zasady neutralności (laïcité) państwa, że zakazuje pracującym jako nauczyciele w szkołach publicznych księżom i siostrom zakonnym występować w sutannie lub habicie; która każe przenosić krzyże z miejsc publicznych na teren kościelny; która w 2024 r. wpisała do swojej konstytucji prawo do aborcji, a w 2026 r. zalegalizowała eutanazję oraz medycznie wspomagane samobójstwo, nazywając te ostatnie dwie procedury „pomocą w umieraniu” (aide à mourir). Ale jest też druga Francja, w której liczba chrztów nastoletniej młodzieży i osób dorosłych przekroczyła w 2025 r. siedemnaście tysięcy; w której powstają coraz to nowe wspólnoty życia ewangelicznego; która gromadzi na spotkaniach z papieżem Leonem XIV łącznie ok. 1,5 miliona osób.
Papież Leon przyjechał do „najstarszej córy Kościoła”, jak zwykło się nazywać Francję, z zaproszeniem do ponownego odkrycia Ewangelii Chrystusa po czasach zamętu, wrogości, a ostatecznie – obojętności, jaka obecnie cechuje wielu Francuzów. Papież zdaje sobie sprawę, że dawne przekonanie o uniwersalnej wartości prawdy, dobra i piękna, które w chrześcijańskiej Europie przez tysiąclecia budowało wspólnotę myśli i ducha, prawa i kultury, przestało pełnić swoją jednoczącą rolę. Scjentyzm, który stał się dla wielu współczesnych intelektualistów namiastką religii, ograniczył prawdę do tego, co empirycznie sprawdzalne. Relatywizm, dla którego nie istnieją obiektywne normy moralne, a jedynie subiektywne przekonania, rozmył granicę między dobrem a złem. Również piękno niejednokrotnie bywa traktowane jedynie jako kwestia gustu. Ale z tych trzech dawnych uniwersaliów, właśnie piękno ma szansę stać się elementem, od którego można zacząć budowanie porozumienia między wierzącymi a niewierzącymi. Niekwestionowanym dla nikogo we Francji symbolem piękna, do którego nawiązał papież, jest katedra Notre-Dame w Paryżu. Przemawiając w tej świątyni, Leon XIV powiedział: „Notre-Dame jest czymś więcej niż zabytkiem. […] Już samo wejście do jej wnętrza stawia nas wobec piękna, które przemawia do naszego niespokojnego serca i wzywa do pokoju”. Tak też odczuwało wielu Francuzów po dramatycznym pożarze, który w 2019 strawił drewnianą konstrukcję dachu i zniszczył słynną iglicę katedry. Determinacja i tempo odbudowy katedry pokazały, że istnieje niemal powszechna intuicja, potwierdzająca wartość tego miejsca, obecna w sercach także tych, którym obca jest perspektywa Ewangelii. Jak powiedział Leon XIV, „Plan katedry na rzucie krzyża, gdzie kamień stapia się ze światłem, przywołuje spotkanie ziemi z niebem. Katedra skupia w sobie i porządkuje wydarzenia historii, utkanej z ludzkich radości i cierpień”. W ten sposób katedra jest miejscem otwartym dla każdego: tak dla wierzących, jak i dla poszukujących, którym nieobca jest ta intuicja. Jednak papież Leon bardzo wyraźnie podkreślił także, że katedra nie jest jedynie „kamienną oprawą do podziwiania”. Jej sercem jest sprawowanie świętej tajemnicy Eucharystii. „Gdyby została pozbawiona akcji liturgicznej, utraciłaby swoją duszę”. Obecność modlącej się w Notre-Dame wspólnoty wiernych już sama w sobie jest misyjna. Dla wielu odwiedzających obserwacja piękna liturgii i modlących się wiernych jest otwartym pytaniem o Boga w kontekście rzeczy i wartości, którym człowiek współczesny oddaje cześć.
Francuski Kościół, który przez ostatnie stulecia utracił we Francji nie tylko wszystkie swoje przywileje, ale także swoje społeczne znaczenie, odradza się w zupełnie nowej formie, która nie jest prostym powrotem do przeszłości i odzyskiwaniem dawnych przyczółków. Jest to Kościół ubogi i właśnie to sprawia, że potrafi on na nowo przyciągać do siebie nawet tych, którzy od kilku pokoleń zostali wychowani bez Boga. Wiele wskazuje na to, że to przebudzenie, związane z nowymi formami życia Ewangelią, może stać się mocnym impulsem dla całego Kościoła.
Trudno nie dostrzec niezwykłej, symbolicznej wymowy faktu, że umieszczony na Place de la Concorde ołtarz, przy którym papież Leon XIV sprawował Eucharystię (wzięło w niej udział prawie 800 tysięcy osób), stanął na tym samym placu, na którym w czasie wielkiego terroru rewolucji francuskiej ustawiona była gilotyna. Podczas spotkania Leona XIV z osiemdziesięcioma tysiącami młodych ludzi na Stade de France została przedstawiona historia Francji w postaciach wielkich świętych francuskich, począwszy od św. Dionizego, pierwszego biskupa Paryża i męczennika z połowy III w. aż po św. Karola de Foucauld, który zginął na Saharze w 1916 r. To piękne przedstawienie było swoistą odpowiedzią na bluźnierczy performance z uroczystości otwarcia olimpiady w Paryżu 2024 r., w którym prześmiewczo nawiązywano do ostatniej wieczerzy. We Francji widać, jak cywilizacja śmierci i zbudowana przez nią kultura zmaga się z cywilizacją i kulturą życia. Warto uczyć się od francuskich katolików, co to znaczy być wierzącym w Chrystusa we współczesnym całkowicie zeświecczonym świecie.
Ks. Marian Machinek MSF
