„Dziennik więzienny” kardynała Pella

Lektura trzytomowego Dziennika więziennego kardynała George’a Pella, który w polskim tłumaczeniu został opublikowany przez Dom Wydawniczy Rafael, nie jest łatwa. Dziennik pokazuje konsekwencje oskarżenia kard. Pella o przestępstwa na tle seksualnym, których – jak się finalnie okazało – nie popełnił. Cztery lata publicznych oskarżeń i ponad roczny pobyt w więzieniu były doświadczeniem, które odcisnęło mocny ślad na życiu duchowym Pella, ale nie zdołało go złamać.  

Jak sam wyznaje, pomysł spisywania przeżyć więziennych został mu podsunięty przez przyjaciół. Z jednej strony ubieranie w słowa własnych przeżyć miało niewątpliwie znaczenie terapeutyczne, stanowiło pierwszy krok do zwycięskiego zmierzenia się z tą niezwykle trudną sytuacją. Z drugiej strony przyświecała kardynałowi także myśl poinformowania opinii publicznej o zaistniałej sytuacji niejako „z pierwszej ręki”. Oskarżenie wysoko postawionego kardynała Kościoła katolickiego o molestowanie seksualne ministrantów nie było jakąś jedynie lokalną sprawą. Jako jeden z eksponowanych watykańskich urzędników, stał się on przedmiotem medialnego linczu na skalę światową. Była to wielka szkoda dla Kościoła, którą trzeba było naprawić.

Warto wskazać na kilka ciekawych wątków, jakie nasuwają się po lekturze Dziennika. Są to najpierw pewne – może odległe, ale jednak istotne – podobieństwa między postawą kard. Pella a postawą kard. Stefana Wyszyńskiego, opisaną przez tego ostatniego w Zapiskach więziennych. Mimo całej odmienności sytuacji obydwóch hierarchów, można wskazać na znaczące podobieństwa: uwięzienie ich było albo bezprawne, albo też oparte o niesprawiedliwy (jak się później okazało) wyrok. Przebywając w więzieniu obydwaj mieli bardzo ograniczone możliwości wpływania na swoją sytuację, a szczególnie na to, co w mediach pisało się na ich temat co docierało do szerokich kręgów opinii publicznej. Ciekawy jest szczególnie jeden z elementów strategii obu kardynałów radzenia sobie z tym niezmiernym obciążeniem: obydwaj – po początkowym wzburzeniu – zrozumieli, że jedynie przestrzeganie ścisłego porządku dnia pomoże im psychicznie przetrwać czas odosobnienia. Życie więzienne samo w sobie jest ujęte w rygorystyczne reguły, jednak każdy z nich wpisał w nie także wyznaczone przez siebie samego zadania duchowe, począwszy od modlitwy, poprzez jakiś element pracy, aż po konieczność rekreacji. Nie mogąc celebrować Eucharystii, kard. Pell – jeżeli to tylko było możliwe – przyjmował komunię św. przynoszoną przez odwiedzającą więźniów siostrę zakonną. Starał się oglądać w niedziele transmisję liturgii, a nawet programy religijne innych wyznań chrześcijańskich. Jego „praca” polegała na czytaniu szeregu listów i odpowiadaniu na część z nich. W czasie pobytu w więzieniu otrzymał ich kilka tysięcy. Codzienne wizyty na spacerniaku, których starał się nigdy nie opuszczać, a także cotygodniowe pobyty na sali gimnastycznej, gdzie wyznaczał sobie nawet liczbę powtórzeń konkretnych ćwiczeń, sprawiały, że mógł nawet osiągnąć redukcję nadwagi i poprawę kondycji fizycznej. Tak ustalony rytm więzienny pozwalał mu mieć odczucie, że mimo izolacji i poczucia bezsilności, panuje nad swoim życiem i nie poddaje się zwątpieniu.

Kard. Pell był więziony w izolatce, co miało swoje złe, ale i dobre strony. Odcięcie od możliwości swobodnej komunikacji z innymi mogło być uciążliwe, jednak niekiedy – gdy więźniowie w sąsiednich celach awanturowali się w nocy, czy też powodowali zapychanie toalet, by uprzykrzyć życie więziennej obsłudze – określał swoją sytuację jako zupełnie znośną. Gdy dowiadywał się o przypadkach, gdy ktoś publicznie groził mu śmiercią, stwierdzał z niekłamaną ironią, że więzienie jest najbezpieczniejszym miejscem, w jakim mógł się obecnie znaleźć.

Kard. Pell miał możliwość kontaktu ze swymi prawnikami oraz przyjaciółmi, jednak kontakty te były ściśle reglamentowane. Elementem upokorzenia skazanych było to, że najmniejsza nieścisłość w uzupełnianiu listy planowanych odwiedzin mogła skutkować odesłaniem przez władze więzienne nawet tych gości, którzy przebyli wiele kilometrów (czasami przebyli podróż lotniczą), by się z nim spotkać. W swoim dzienniku kard. Pell wielokrotnie stwierdza, że zarówno odwiedziny, jak i nadsyłane listy, z których ogromna większość zawierała słowa otuchy, zapewnienia o modlitwie i słowa przekonania o jego niewinności, stanowiły bardzo istotny element podtrzymujący jego psychiczną stabilność.

Lektura wszystkich trzech tomów Dziennika więziennego, chociaż niełatwa, jest jednak wciągająca, jak każda autobiografia. Z zewnętrznego obserwatora czytelnik szybko staje się uczestnikiem przeżyć więźnia. Wraz z nim doznaje irytacji, jak sędziowie, którzy skazali Pella na karę czterech lat więzienia mogli dać wiarę zeznaniom powoda, który wielokrotnie zmieniał je w trakcie procesu? Jak przestępstwo molestowania mogło się wydarzyć po celebracji w pomieszczeniu należącym do zakrystii, która wtedy pełna jest osób posługujących, porządkujących paramenty liturgiczne? I jak mogło się ono – zgodnie z zeznaniami powoda – wydarzyć w kilkuminutowej „luce czasowej”? Wraz z więźniem przeżywa się też drobne pozytywne przeżycia, jakimi są wizyty przyjaciół, słoneczny dzień, czy nawet dobry posiłek. Po fiasku pierwszej apelacji, kard. Pell do końca nie był pewny, czy druga apelacja złożona w Sądzie Najwyższym, zakończy się sukcesem, czy też będzie musiał odsiedzieć pełny wyrok i przyjąć odebranie mu na zawsze dobrego imienia. Sąd Najwyższy ostatecznie jednogłośnie unieważnił wyrok skazujący dnia 7 kwietnia 2020 r.

Pomiędzy pierwszym wpisem ze środy, 27 lutego 2019 r. a ostatnim z Wielkiej Środy, 8 kwietnia 2020 r. leży ponad rok więziennej odysei, którą kard. Pell zwycięsko przetrwał. Dziennik kończy się słowami: „Za kilka dni, w Wielką Sobotę wieczorem, podczas Wigilii Paschalnej znów pobłogosławiony zostanie paschał i poświęcony Bogu-Człowiekowi, którego kocham i któremu służę, za którym szedłem przez całe życie […]. Chrystus wczoraj i dziś, początek i koniec, Alfa i Omega. Do Niego należy czas i wieczność”.

Ks. Marian Machinek MSF